﻿<title_newspaper="Przekrój"> 
<title_article="1000 lat i teatry">
<author_1="Kyl. ">
<author_2="">
<language="pl">
<style="press">
<year="1953">
<month="11">
<date="1953-11-15">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Czy Poznań ma naprawdę tysiąc lat? Trudno w to uwierzyć. Ale archeologowie twierdzą stanowczo, że...co najmniej tysiąc, a może nawet więcej — dokładnie jeszcze nie stwierdzono. Fakt faktem, że tysiąclecie ścią-gnęło do stolicy Wielkopolski wielu ludzi, którzy przed tym rzadko zapuszczali się w tamte okolice. Ich wraże-nia? Otóż przede wszystkim "bagażu" tysiąca lat nie odczuwa się w Poznaniu nigdzie, a najmniej już chyba w nowocześnie wyposażonym hotelu "Orbis" bogatym w urządzenia, założone na pewno dziesięć wieków później niż samo miasto. W Poznaniu żyje się przede wszystkim dniem dzisiejszym i przyszłością, a trochę "starzyzny" zobaczyć można głównie w teatrach — myślę oczywiście o stylu kostiumów — i w odbudowywanych coraz energiczniej licznych zabytkach architektonicznych. Teatrów — posłuchajcie — ma Poznań sześć. Jeden Polski, jeden Nowy, jeden Muzyczny, jeden Objazdowy, jeden Lalek i jeden Satyryków — a może nawet jeszcze jakiś, którego nie zauważyłem podczas krótkiego pobytu. Dyrektorem pięciu pierwszych scen jest Aleksander Gąssowski. Byłem w Poznaniu na dwóch spektaklach. Zobaczyłem „Grzech" Żeromskiego i "Czarnieckiego" Korcellego. W obu wypadkach zadziwiła mnie nabita sala (byłem na popołudniówkach, a "Grzech" idzie już blisko sto razy) i świetna reakcja publiczności. Wydaje mi się, że sprawa „organizacji widowni" została w Poznaniu rozwiązana na piątkę. A poziom przedstawień? Bardzo dobry. "Grzech" reżyserowany przez Hanuszkiewicza wg inscenizacji warszawskiej, posiada trzy świetne kreacje aktorskie: Władysława Stomy (Jaskrowicz), Danuty Kwiatkowskiej ("wypożyczonej" ze Stalinogrodu do roli Anny) i Zofii Rysiówny (Zofia Parmen). "Stefan Czarniecki", reportaż historyczny Korcellego wystawiony w Poznaniu dla uczczenia 10-rocznicy powstania Ludowego Wojska Polskiego oznacza się staranną, zgrabną robotą reżyserską (Włodzisław Ziembiński), ładnymi kostiumami (Roman Feniuk) i grą Gąssowskiego w roli tytułowej. Czarniecki pojawia się na scenie dopiero w trzecim akcie — ale od tej chwili każdy jego ruch trzyma widownię w nieustannym napięciu.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_2>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
